Zamach na pociąg w Świnnej Porębie
Na tydzień przed wybuchem II wojny światowej, 23 sierpnia 1939 roku, niemieccy dywersanci próbowali wysadzić pociąg pasażerski w Świnnej Porębie. Operacja udała się jedynie częściowo: pociąg się wykoleił, jednak pasażerowie nie ucierpieli.
W sierpniu 1939 roku wojna wydawała się już nieunikniona, jednak kraj starał się funkcjonować w miarę normalnie. Trwały wakacje. Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta, po 20 sierpnia praktycznie każdego dnia odnotowywano ataki niemieckich dywersantów na sieć kolejową w południowej Polsce. Najwięcej było ich na prowadzącej do słowackiej granicy linii Nowy Sącz – Muszyna, jednak 23 sierpnia zaatakowany został także pociąg Świnnej Porębie.
Na nieistniejącej już linii kolejowej Wadowice – Skawce – Sucha (drugi człon, Beskidzka, dodano do nazwy dopiero w 1964 roku) ruch przed wojną nie był zbyt intensywny. Więcej pociągów pojawiało się na niej w okresie letnim, gdy kursowały tędy składy z Katowic do Zakopanego (przez Oświęcim i Spytkowice) oraz z Warszawy Wschodniej do Zakopanego (przez Częstochowę, Zawiercie, Trzebinię i Spytkowice).
Właśnie nocny pociąg pospieszny relacji Warszawa – Zakopane był celem zamachowców. Był to pociąg poruszający się z pierwszeństwem przejazdu, a podróżowali nim pasażerowie zaliczający się do elity kulturalnej i społecznej ówczesnej Polski. Wybór nie był więc przypadkowy – katastrofa miała wywołać rozgłos i poruszenie w całym kraju.
Z Wadowic pociąg wyjechał o godzinie 5.18, a zamach miał miejsce kilkanaście minut później, ok. 7,5 kilometra od stacji w Wadowicach, półtora kilometra przed kolejnym istniejącym na linii w ówczesnym czasie przystankiem, stacją Mucharz. Miejsce zamachu nie było przypadkowe. Tory usytuowane były tu na wysokim, 6-metrowym nasypie, który opadał bezpośrednio do koryta Skawy. Po wykolejeniu pociąg miał spaść do rzeki, co przyczyniłoby się do dużej liczby ofiar.
Miejsce było także dogodne dla samych zamachowców. Linia kolejowa biegła tutaj bowiem blisko drogi Wadowice – Sucha, a najbliższe zabudowania znajdowały się około kilometra od miejsca zamachu. Dywersanci mogli się bezpiecznie przygotować zamach, a następnie spokojnie, pod osłoną nocy, oddalić się od miejsca zdarzenia.
Zamach udał się jednak jedynie połowicznie. Pociąg wykoleił się, jednak nie stoczył się do Skawy. Jedynie parowóz oraz wagon pocztowy zaryły w nasypie. Wagony osobowe pozostały na szynach, a spośród pasażerów tylko kilka osób doznało niegroźnych potłuczeń w wyniku uderzeń spadającymi z półek walizkami. Ranni zostali natomiast kolejarze: maszynista, jego pomocnik oraz kierownik pociągu. Według relacji pomocnik maszynisty wkrótce zmarł w wyniku doznanych obrażeń.
Prawdopodobnie skutki zamachu zostały osłabione przez niewielką prędkość pociągu. Skład poruszał się bowiem z obowiązująca na całej linii od Trzebini Sierszy do Skawiec – ze względu na słabe podtorze – prędkością 35 km na godzinę.
Służby szybko uporały się ze skutkami zdarzenia. W ciągu dwóch godzin dojechał zastępczy parowóz z załogą, który poprowadził pociąg do Zakopanego okrężną trasą przez Wadowice, Kalwarię, Lanckoronę i Skawce. Ruch kolejowy w miejscu zamachu przywrócony został 2 dni po zdarzeniu, 25 sierpnia.
Sprawcy zamachu nie zostali ujęci.
Jarosław Zięba
Materiał powstał na podstawie artykułu Andrzeja Nowakowskiego „Katastrofa kolejowa w Świnnej Porębie. Ostatnie dni pokoju na ziemi wadowickiej w 1939 roku zamieszczonego w piśmie Wadoviana, nr 22 z 2019 roku.
foto: pixabay.com
