Kęcki Ogród Społeczny. Miejsce, gdzie rosną pomidory i kwitną relacje

Jeszcze kilka miesięcy temu był tu zwykły kawałek ziemi. Dziś między grządkami słychać rozmowy, śmiech dzieci i plany na kolejne wspólne działania. Kęcki Ogród Społeczny (KOS), wyrasta na jedno z najbardziej niezwykłych miejsc na mapie regionu. Nie dlatego, że już niebawem będzie można tu zebrać dorodne cukinie czy pomidory. Najważniejsze są relacje, które zakorzeniają się tu równie mocno jak rośliny.

W słoneczne popołudnie ogród tętni życiem. Ktoś podlewa młode sadzonki, ktoś inny poprawia drewniane skrzynie. Przy wspólnym stole trwa rozmowa o planowanych warsztatach. Atmosfera bardziej przypomina sąsiedzkie spotkanie niż tradycyjne prace ogrodnicze. – To miejsce uzależnia. Nie zawsze uda się tutaj zacząć dzień, ale skończyć dzień tutaj po prostu muszę – mówi Kasia, jedna z inicjatorek przedsięwzięcia.

To właśnie ona, razem z Martą, jako pierwsza zaczęła w zezłym roku rozmawiać o stworzeniu w Kętach miejsca, które połączyłoby ludzi wokół natury i wspólnego działania. Dziś trzon organizacyjny tworzą cztery kobiety: wspomniane Kasia i Marta oraz Karolina i Ewa. Choć formalnych funkcji nie ma, odpowiedzialności nie brakuje. Trzeba koordynować prace, organizować wydarzenia, zdobywać fundusze czy ogarnąć media społecznoościowe.

Pomysł nie pojawił się znikąd. Jak podkreślają twórcy, ogród wyrósł z rozmów o potrzebach mieszkańców. Miał być odpowiedzią na coraz częściej odczuwany brak miejsc, w których można po prostu pobyć razem, bez pośpiechu i komercyjnej otoczki. Organizatorzy od początku podkreślali, że nie chodzi wyłącznie o uprawę warzyw. Ogród miał stać się przestrzenią integracji międzypokoleniowej, edukacji ekologicznej i budowania lokalnej wspólnoty. Podobne ogrody istnieją już w naszym kraju, jednak głównie w dużych miastach.

Dziś własne grządki prowadzi tutaj dziewięć osób, czasami są to całe rodziny. Swoje miejsce mają również dzieci związane ze współpracującą szkołą Montessori. Każdy może uprawiać to, na co ma ochotę – od warzyw po kwiaty i zioła. Jednak, jak zgodnie podkreślają uczestnicy, plony nie są najważniejsze. – Plony cieszą, ale są tylko bonusem. Spotykamy się tutaj na warsztaty, wymiany, zabawę – niektóre zamknięte, niektóre otwarte – mówią organizatorki. Działaj tutaj osoby z różnych środowisk. Są mieszkańcy bloków, ale też tacy, którzy mają własne działki przy domach, a mimo to chcą prowadzić swoją grządkę właśnie tutaj.
Ta różnorodność jest jednym z największych atutów KOS-u. W ogrodzie spotykają się ludzie, którzy w codziennym życiu prawdopodobnie nigdy nie mieliby okazji się poznać. Łączy ich chęć działania, ciekawość i przekonanie, że wspólna przestrzeń może zmieniać otoczenie od podstaw.

Powstanie ogrodu nie byłoby możliwe bez wsparcia fundacji Leśne Przebudzenie, której jedną z liderem jest Kasia. Fundacja od lat promuje kontakt z naturą i edukację przyrodniczą. To właśnie wraz z Leśnym Przebudzeniem zrealizowano jeden z pierwszych projektów pod nazwą „Ogród przetrwania”. – Zgodnie z założeniami projektu ogród społeczny to miejsce, które może zapewnić nie tylko pewne bezpieczeństwo żywieniowe, ale przede wszystkim budować społeczność – tłumaczą organizatorzy. Ogród jest wic przestrzenią, w której spotykają się ludzie, rosną rośliny, a wraz z nimi więzi, pomysły i poczucie wspólnoty. To zdanie dobrze oddaje charakter miejsca, które od początku miało być czymś więcej niż kolejną miejską inicjatywą ekologiczną.

W centrum ogrodu znajduje się szczególny symbol – drzewo życzeń. Posadzono je podczas oficjalnego otwarcia KOS-u. Każdy może zawiesić na nim swoje marzenie, plan lub dobrą myśl. Dla jednych to drobny gest, dla innych przypomnienie, że wspólnota zaczyna się od dzielenia się nadzieją.

Spacerując między grządkami, można natknąć się również na wiele praktycznych rozwiązań. Jednym z nich są kosze kompostowe zaproponowane przez Dorotę, współpracującą z KOS-em ogrodniczkę. Dzięki nim odpady organiczne wracają do obiegu i stają się naturalnym nawozem. To mały przykład tego, jak edukacja ekologiczna przekłada się tutaj na codzienną praktykę.

Oczywiście nie brakuje wyzwań. Utrzymanie ogrodu wymaga środków finansowych. Organizatorzy pozyskują je z grantów, społecznych zbiórek (wszyscy, którzy chcieliby wesprzeć inicjatywę mogą to zrobić tutaj) oraz wsparcia sponsorów. Ostatnio do grona partnerów dołączyła Grupa Kęty, dzięki której udało się kupić piec do wypieku pizzy. To pozornie niewielki zakup, ale w rzeczywistości kolejny pretekst do spotkań i integracji mieszkańców.

Planów jest wiele. W najbliższych miesiącach mają odbywać się niedzielne śniadania pod chmurką, kolejne warsztaty, oraz dziecięca wyprzedaż garażowa, podczas której najmłodsi będą mogli wymieniać lub sprzedawać zabawki i sprzęt, z którego już wyrośli.

Patrząc na Kęcki Ogród Społeczny trudno oprzeć się wrażeniu, że jego największym sukcesem nie są grządki, narzędzia czy infrastruktura. Sukcesem są ludzie, którzy znaleźli wspólny cel i miejsce, gdzie mogą się spotkać. W czasach, gdy coraz częściej zamykamy się w swoich domach i ekranach telefonów, ogród przypomina o czymś bardzo prostym – że czasem wystarczy kawałek ziemi, kilka sadzonek i grupa zaangażowanych osób, aby zaczęła rosnąć prawdziwa społeczność.

Jarosław Zięba