Człowiek, którego życie zeszło na psy

Są ludzie, którzy mają hobby. Są też tacy, których hobby staje się ich sposobem na życie. Do tej drugiej grupy bez wątpienia należy Jerzy Herma z Wieprza koło Andrychowa – ratownik, instruktor psów ratowniczych, zoopsycholog, wykładowca kynologii i właściciel szkoły dla psów PsieEgo. Człowiek, który sam o sobie mówi z uśmiechem: moje życie zeszło na psy, dodając od razu, że chodzi o najbardziej pozytywne znaczenie tego powiedzenia.

Trudno spotkać kogoś, kto o psach potrafi opowiadać z taką energią i zaangażowaniem. Wystarczy kilka minut rozmowy, by zrozumieć, że nie jest to zwykła praca. To pasja i filozofia życia.

Miłość Jerzego do psów zaczęła się bardzo wcześnie. – Trochę się w budzie wychowałem. Jak mieszkaliśmy na ojcowiźnie, był tam duży kojec z dużą budą i do tej budy mieściliśmy się w kilka osób – wspomina Herma z uśmiechem.

Później pojawił się pierwszy własny pies – Misiek. Jak przyznaje, próby porozumienia nie zawsze były łatwe. – Próbowałem z nim dojść do porozumienia, ale on nie chciał ze mną dojść do porozumienia – żartuje.

Przełom nastąpił, gdy ojciec kupił wyżlicę i powierzył synowi zadanie przygotowania psa do pracy myśliwskiej. To wtedy młody Jerzy zaczął poznawać tajniki szkolenia psów. Kynologia powoli stawała się częścią jego życia.

Droga do ratownictwa rozpoczęła się w 2006 roku po katastrofie hali Międzynarodowych Targów Katowickich. Widok pracujących tam psów ratowniczych zrobił na nim ogromne wrażenie. Postanowił połączyć dwie pasje – kynologię i ratownictwo, którym zajmował się już jako strażak ochotnik w OSP Wieprz.

Rozpoczęły się lata nauki i szkoleń. Ukończył Europejskie Studium Psychologii Zwierząt, studia podyplomowe „Pies w społeczeństwie” oraz zookynopsychologię w SGGW w Warszawie. Z czasem sam został wykładowcą kynologii.

Dziś jest instruktorem i egzaminatorem Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej, a jego doświadczenie obejmuje setki szkoleń i akcji ratowniczych.

W ratownictwie najbardziej zapamiętuje te momenty, gdy pies odnajduje człowieka. – Największym naszym sukcesem, który do końca życia utkwi mi w pamięci, było zdarzenie z 16 grudnia 2022 roku – opowiada Herma. Po pożarze pustostanu dawnego szpitala w Wadowicach psy ratownicze wskazały miejsce, w którym znajdował się wychłodzony człowiek. Dzięki nim udało się go odnaleźć i uratować. – Gdyby nie one, pewnie znaleziona by została dopiero podczas rozbierania pustostanu. To był fajny, duży sukces, bo ten mężczyzna Święta spędził z rodziną – wspomina.

Ratownictwo to jednak tylko jedna strona działalności Jerzego Hermy. Drugą jest PsieEgo – szkoła dla psów działająca w Wieprzu od 2011 roku. Początki nie były łatwe. Wielu zastanawiało się, kto będzie przyjeżdżał na zajęcia organizowane na wiejskiej łące. Dziś spotkać tu można nie tylko właścicieli psów z regionu, ale z całej Polski. Częstymi gośćmi są też obcokrajowcy: Czesi, Słowacy, Niemcy, Belgowie czy Szwedzi.

Jerzy Herma nie lubi określenia „tresura”. – Psów już się nie tresuje, Ja tak naprawdę uczę ludzi jak żyć z psem – mówi. Jego filozofia opiera się na budowaniu relacji, zaufania i wzajemnego zrozumienia. Bez kolczatek, obroży elektrycznych czy metod opartych na strachu. – Da się dojść do porozumienia z psem, tylko wymaga to wiedzy kynologicznej, cierpliwości i zaplanowanego treningu – podkreśla.

Dlatego zajęcia prowadzi często w miejscach, które mogą zaskakiwać. Market budowlany, sklep sportowy, baza śmigłowcowa – wszędzie tam można spotkać grupy ćwiczących psów i ich opiekunów z ekipy PsieEgo. – Przypadkowi przechodnie wyciągają telefony i nagrywają to, co się dzieje, bo nie dowierzają, że psy są tak chętne do współpracy z człowiekiem – opowiada.

Wokół PsieEgo powstała wyjątkowa społeczność. – Śmiejemy się, że wszystko w PsieEgo zaczyna się od kubka kawy – mówi Herma, gdyż zarówno on jak i wielu odwiedzający go opiekunów psów są wielbicielami dobrej kawy. W PsieEgo mają specjalnie dla nich wykonaną kawę i tą kawą zarażają. Najpierw ludzie kupią kubek, potem zaczynają uczestniczyć we wspólnych aktywnościach. Członkowie społeczności wspólnie chodzą po górach, pływają na deskach SUP, spotykają się na treningach w Beskidzie Małym czy wyjeżdżają nad morze.

Dziś Jerzy Herma jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych specjalistów od szkolenia psów w regionie. W 2024 roku wraz z psem Garym zdobył drugie miejsce podczas III Międzynarodowych Zawodów Kynologicznych w kategorii psów ratowniczych.

Jednak dla niego największą nagrodą nie są puchary czy certyfikaty. Największą satysfakcję daje widok ludzi, którzy potrafią żyć ze swoimi psami w zgodzie i wzajemnym zrozumieniu.

Jerzy Herma to człowiek zarażający innych swoją energią. Pozytywnie zwariowany na punkcie psów, ale przede wszystkim przekonany, że człowiek i pies mogą stworzyć prawdziwy zespół. A kiedy pan Jerzy mówi o swoich podopiecznych, w jego głosie nadal słychać ten sam entuzjazm, który pojawił się wiele lat temu, gdy po raz pierwszy wszedł do budy razem z ukochaną wyżlicą.

Jarosław Zięba